← Notatnik teologa

Zmartwychwstanie ciała nie znaczy cofnięcia czasu.

Chrześcijańska nadzieja nie sprowadza się do nieśmiertelności duszy. Ale nie jest też prostym powrotem do dawnej biologii.

Gdy mówimy o życiu po śmierci, łatwo wpaść w jedną z dwóch skrajności. Pierwsza przedstawia człowieka jako duszę, która na zawsze porzuca ciało. Druga wyobraża sobie zmartwychwstanie jak uruchomienie dawnego organizmu dokładnie w tej samej formie. Katechizm nie idzie żadną z tych dróg.

Cały człowiek ma przyszłość

Wyznanie wiary mówi o zmartwychwstaniu ciała. To znaczy, że chrześcijańska nadzieja dotyczy całego człowieka, a nie wyłącznie jego niematerialnej części. Ciało nie jest pomyłką, więzieniem ani dekoracją, którą można bez żalu zostawić za sobą.

Nie oznacza to jednak, że wiara podaje biologiczny opis mechanizmu zmartwychwstania. Katechizm mówi o tożsamości osoby i o przemianie ciała, zostawiając sposób tej przemiany w obszarze tajemnicy.

Po śmierci i na końcu historii

W języku potocznym słowo „niebo” często miesza kilka różnych rzeczy. Nauczanie katolickie rozróżnia sąd szczegółowy po śmierci oraz powszechne zmartwychwstanie i Sąd Ostateczny. To rozróżnienie porządkuje pytanie: skoro człowiek po śmierci staje przed Bogiem, po co jeszcze finał historii?

Odpowiedź dotyczy pełni. Zmartwychwstanie nie jest prywatnym epilogiem jednego człowieka. Obejmuje wszystkich, odsłania prawdę o historii i prowadzi ku odnowieniu stworzenia.

Nie ewakuacja ze świata

Biblijna obietnica „nowego nieba i nowej ziemi” nie przedstawia świata jako zużytej dekoracji do wyrzucenia. Mówi o jego przemianie i spełnieniu. Nie wiemy, jak dokładnie będzie wyglądać ta nowość. Wiemy natomiast, że finałem nie jest odrzucenie materii, relacji i stworzenia.

To dlatego zdanie o zmartwychwstaniu ciała jest tak ważne. Chroni chrześcijańską nadzieję przed ucieczką od świata i przypomina, że Bóg zbawia osoby — razem z ich historią, relacjami i ciałem.

Źródła

KKK 988–1019, 1038–1050; 1 Kor 15; Ap 21,1–5.