Tomasz z Akwinu otwiera Summę teologiczną pytaniem, które nadal wraca w rozmowach o wierze i uniwersytecie: czy święta nauka jest nauką? To znaczące, że nie pyta o to sceptyk stojący na zewnątrz, lecz sam teolog — i robi to, zanim zacznie wykładać o Bogu.
Najpierw trzeba przetłumaczyć słowo
Łacińskie scientia nie znaczyło po prostu tego, co dzisiaj nazywamy naukami empirycznymi. Dla średniowiecznego autora była to uporządkowana wiedza, która wyprowadza wnioski z przyjętych zasad. Nie chodziło więc o probówkę, pomiar i powtarzalny eksperyment, lecz o rygor rozumowania.
Ta różnica nie rozstrzyga automatycznie współczesnego sporu. Pozwala jednak uczciwie go zacząć. Gdy ktoś mówi: „teologia nie jest nauką”, warto dopytać: w sensie fizyki i biologii, czy w sensie akademickiej, krytycznej refleksji nad określonym przedmiotem?
Nauka podporządkowana
Tomasz nazywa teologię scientia subalternata: dyscypliną, która swoje pierwsze zasady otrzymuje z wyższej wiedzy. Posługuje się analogią do optyki, która korzysta z zasad geometrii. Teologia przyjmuje jako punkt wyjścia Objawienie, a następnie pyta o jego sens, spójność i konsekwencje.
To nie jest próba ukrycia założeń. Przeciwnie: jest to ich wyłożenie na stół. W dobrej rozmowie akademickiej równie ważne jak wynik jest to, z czego wynika i jaką drogą do niego doszliśmy.
Rygor bez udawania laboratorium
Teologia nie może obiecać tego, co obiecują nauki empiryczne. Nie przewidzi trajektorii planety ani nie zmierzy łaski. Może natomiast pracować na źródłach, stosować analizę języka i historii, korzystać z filozofii, ujawniać własne założenia oraz odróżniać nauczanie Kościoła od teologicznej opinii.
Najuczciwsza odpowiedź brzmi więc: teologia jest dyscypliną akademicką, ale nie nauką empiryczną. To nie kompromisowy unik. To precyzyjne rozróżnienie, od którego zaczyna się sensowna rozmowa.
Źródło
Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 1, a. 2; KKK 159.
